Sztuczna inteligencja w Chinach

Kiedy słyszysz słowo ”Chiny”, to o czym myślisz? Prawdopodobnie, o chińskich tanich produktach, które zalewają rynki i widzisz ten słynny napis “made in China”. Pewnie przychodzi Ci do głowy myśl, że Chiny to królestwo podróbek. Zwykle, na tym kończy się wiedza przeciętnego obywatela, tak zwanych, krajów zachodnich, np. Europy czy Stanów Zjednoczonych. Celem tego odcinka jest pokazanie, że żyjemy w czasach kiedy wiele rzeczy zmienia się i raczej będziemy świadkami przesunięcia centrum bogactwa, przynajmniej materialnego, ze Stanów Zjednoczonych do Chin. Mało tego, zmienia się sposób działania Chin, wcześniej było to przede wszystkim kopiowanie innych, teraz jest to już tworzenie i promowanie trendów, również w tematach związanych ze sztuczną inteligencją. Czy jest to możliwe? Poświęćmy trochę czasu, żeby lepiej zrozumieć kontekst. Zacznijmy, oczywiście, od “pieniążków” :). Jak się mówi: “kto płaci, ten zamawia muzykę”. Czy znasz takie firmy jak Baidu, Tencent, Alibaba, Didi, Weibo, YouKu? To są firmy IT, działające przez internet, wszystkie z wymienionych obracają miliardami dolarów. Popatrzmy na dochód bardziej znanych Ci firm. Pewnie kojarzysz taką firmę jak Google (Alphabet) i wiesz, że jest ona jedna z “najbogatszych”. W 2016 roku Alphabet (Google) miał dochód wysokości ok. 90 mld. dolarów, więcej niż Microsoft, który miał ok. 85 mld. dolarów, ale mniej niż Amazon (ok. 136 mld. dolarów) czy Apple (266 mld. dolarów). W tym czasie w Chinach, mniej znane firmy, na przykład JD osiągnął dochód 260 mld. yuani (CNY), Alibaba (trochę lepiej rozpoznawalna w świecie zachodnim) 101 mld. yuani (CNY), Tencent miał dochód wysokości 152 mld. yuani(CNY), Baidu ok. 71 mld. yuani (CNY). Sprawdźmy jeszcze listę firm w Fortune 500. W 2014 roku znajdowało się na niej 95 firm z Chin, w 2016 było ich 98, a w 2017 już 115. Jedną z firm, które między innymi dołączyły do rankingu, jest Alibaba. Oczywiście, możesz zapytać, jak to się stało? Skąd tak duże dochody w firmach, o których mało się mówi, przynajmniej w krajach zachodnich? Żeby lepiej to zrozumieć, trzeba spojrzeć szerzej. To, że Chiny zalewają zachodnie rynki towarami to oczywiście prawda. Już podaję liczby, np. w roku 2016 import Unii Europejskiej z Chin wyniósł ok. 350 mld. euro, natomiast eksport do Chin stanowił mniej niż połowę tej kwoty, ok. 150 mld. euro. Co ciekawa, tendencja importu z Chin wzrasta z czasem. Za 10 lat wzrosła od 200 do 350 mld. euro. W Stanach Zjednoczonych ta dysproporcja importu do eksportu jest jeszcze większa. Na przykład w roku 2016, Stany od Chin kupiły towary za prawie 480 mld. dolarów, natomiast sprzedaż do Chin wyniosła ok. 170 mld. dolarów, czyli prawie trzy razy mniej. Tendencja importu oczywiście rośnie w czasie i jest to dość zauważalnie (jeszcze 10 lat temu, Stany Zjednoczony importowały na ok. 290 mld dolarów, czyli teraz importują prawie 1.7 więcej). Podobny rozkład jest w innych krajach. Mam nadzieję, że czuć już jak Chiny stały się “nowym magnesem” na pieniądze. Podam jeszcze jedną liczbę, którą warto wziąć pod uwagę, to produkt krajowy brutto (PKB). Na rok 2016 Chiny zajmują drugie miejsce (pomijając UE, bo jednak ciężko jest ją traktować jako jedną jednostka) po Stanach Zjednoczonych. Chiny wyprodukowały 11.2 tryliona dolarów, Stany Zjednoczone ok. 18.6 tryliona dolarów. Warto sprawdzić jak PKB Chin zmieniało się w czasie. Od 1980, co rok PKB Chin wzrasta o 5 do 15 procent. Natomiast, wzrost PKB Stanów Zjednoczonych bywa nawet ujemny, np. -3% i po 1985 roku nie był już większy niż 5%. Natomiast, ważniejsze w tych liczbach jest jeszcze coś innego. Myślę, że fachowcy o tym dobrze wiedzą, natomiast zwykły obywatel może być w tym mniej zorientowany. Pozwól, że podam Ci analogię, która pomoże mi lepiej wyjaśnić to co mam na myśli. W pewnym sensie, kraje możemy traktować jako rodzinę. Rodzina ma swoje przychody (pensje taty i mamy) i wydatki (również ma prezydenta i ministrów, co prawda fizycznie zwykle te funkcje sprawują dwie osoby, no chyba, że babcia i dziadek wkraczają do tematu). Również każda bardziej doświadczona rodzina stara się odkładać, bo życie czasem potrafi zaskoczyć.  Załóżmy, że porównujemy, która z dwóch rodzin jest bardziej bogata. Naturalnie, chce się porównać ich zarobki. Na przykład, rodzina Kowalskich zarabia razem 7 tys. złotych miesięcznie, natomiast rodzina Nowaków zarabia 10 tys. Złotych. Wydaje się, że rodzina Nowaków jest bogatsza, ale… tylko na pierwszy rzut oka, ponieważ mają oni ok. 120 tys. złotych długu (czyli ich roczna pensja). Natomiast, rodzina Kowalskich, mało tego, że nie ma długów, to jeszcze posiada na koncie jakiś “bufor bezpieczeństwa” (np. 20 tys. złotych). Teraz wracamy do państw.  W dużym uproszczeniu PKB to jest pensja rodziny. Każde z państw ma dług zewnętrzny (wewnętrzny odpuszczamy dla uproszczenia) i ma też oszczędności w postaci złota czy innej waluty (tak zwane rezerwy walutowe). Według CIA, Stany Zjednoczone mają dług w wysokości ok. 18 trln. dolarów (stan na marzec 2016) co stanowi prawie 100% ich PKB. Chociaż, są to dość przestarzałe dane, to istnieje strona o nazwie US Debt Clock – dzięki niej można w realnym czasie obserwować jak rośnie dług.  W dzień przygotowania materiału było to już ponad 20.6 trylionów dolarów, co stanowi ponad 100% PKB. Chiny również mają dług, wynosi on około 1.5 tryliona dolarów (stan na grudzień 2016) co stanowi ok. 13% ich PKB. Ogólnie, sytuacja z długiem w Stanach Zjednoczonych miała podobny wymiar podczas II Wojny Światowej. Kiedy ginęły miliony osób (w większości ze Związku Radzieckiego), a w tym czasie ktoś robił interes, pożyczał duże kwoty i na tym budował majątek…  Być może II Wojna Światowa była częścią jakiegoś biznesplanu? Czy według Ciebie taka hipoteza jest bardziej wiarygodną przyczyną, niż tylko jedna osoba z kawałkiem wąsów?  Zostawiam Cię z tym tematem… i idę dalej. Już próbując zamknąć aspekt ekonomiczny. To jeszcze nie wszystko, co trzeba wziąć pod uwagę. Warto ten dług znormalizować, odejmując od niego rezerwy walutowe (które, przynajmniej w teorii, mogą być przeznaczone na spłatę długu). Chiny mają ok. 3.1 tryliona rezerw walutowych i należą do mniejszości krajów, które mogą spłacić przy ich pomocy dług i jeszcze zostaną im wolne środki. Są tam jeszcze takie kraje jak, Kambodża, Republika Fidżi, Nepal, Afganistan… ale to są raczej kraje, którym inni nie bardzo chcą pożyczać pieniądze, dlatego ich dług jest tak mały. Natomiast Chiny są jedynym krajem, który obecnie ma 11 trylionów dolarów PKB i jeszcze ponad ok. 2 trylionów dolarów w rezerwach (już odejmując dług zewnętrzny). Oczywiście, Stany Zjednoczone też mają rezerwy i to ok. 117 miliardów dolarów. Żeby lepiej wyczuć proporcję względem długu – to jak 117 złotych  w rezerwach, natomiast dług wynosi ponad 20 600 zł. Swoją drogą, podobna sytuacja jest w Unii Europejskiej – więcej o tym wspomniałem w moim trzecim odcinku: sztuczna inteligencja i ekonomika. Również skłaniam Cię do refleksji, komu tak naprawdę są wszyscy dłużni? Trochę czasu zajął mi szybki przegląd tematów ekonomicznych, ale chciałem pokazać, jaka potęga, przynajmniej jeśli chodzi o pieniądze, kryje się w Chinach już dziś. Chiny, jeśli zbadać je dokładniej, są krajem, który jak coś ma to zwykle jest to największe na świecie. Na przykład mają największy radioteleskop świata, ale co prawda brakuje im ludzi, którzy potrafią go obsługiwać. Stawiają coraz większy nacisk na energię odnawialną i mają największą baterię słoneczną i również taką, która znajduje się na wodzie. Chiny są państwem, w którym mieszka najwięcej ludzi ok. 1.4 mld. (chociaż Indie, pewnie je przegonią w najbliższym czasie lub nawet już to zrobiły w 2017 roku). Chiny to największy rynek internetowy na świecie. Skupmy się na tym. Jest tam już ponad jeden miliard użytkowników internetowych i ta liczba cały czas rośnie. Przypomnę tylko, że Facebook ma ok. 2 miliardów użytkowników (stan na rok 2017). Mówiąc o internecie, warto wyjaśnić kontekst, wtedy będą lepiej zrozumiałe konsekwencje. Zwykły obywatel Chin ma zablokowany dostęp do tych wszystkich serwisów, które dla nas są oczywiste, zaczynając od: Google, Facebook, YouTube, Twitter i wiele innych. To dlatego powstają tam ich odpowiedniki. Chociaż tak naprawdę, najpierw to było kopiowanie, następnie zaczęto tworzyć coś, co na Zachodzie pojawi się z czasem. Przeczytam Tobie listę, znanych dla Ciebie serwisów i jaki jest analog w Chinach. Google => Baidu Facebook => Tencent Amazon => Alibaba, DJ Uber => Didi Twitter => Sina Weibo YouTube => YouKu Natomiast, są takie serwisy, których odpowiedniki ciężko znaleźć, np. WeChat. Na początku był to zwykły komunikator, w którym można było wysyłać wiadomości, natomiast teraz jest to kombajn, który łączy wiele serwisów. Gdy Mark Zuckerberg mówił o przyszłości chatbotów i zaczynał kłaść nacisk na np. Facebook Messenger, w tym czasie WeChat wiedział o tym już od jakiegoś czasu. Mało tego, tak naprawdę, jeśli chcemy zobaczyć, jak zmienią się trendy na naszych rynkach w tym temacie w przeciągu najbliższych 5-10 lat, warto zobaczyć co się dzieje tam. Żeby trochę przybliżyć tę aplikację dodam, że WeChat posiada funkcjonalności: WhatsApp, Skype, Uber, Amazon, Instagram, PayPal, Booking. Są tam również funkcje, których nie mamy: połączenie karty kredytowych/debytowych i możliwość płacenia, opłacania rachunków, inwestycji, mapy zatłoczonych miejsc np. gdzieś w centrum miasta lub nawet w środku budynku, np. galerii czy muzeum. Bieżące śledzenie wysłanej paczki, wysłanie pocztówek, śledzenie aktywności (np. mierzenie ilość kroków itd),  zamawianie jedzenie lub rezerwowanie restauracji, wyszukiwanie i rezerwacja wizyt u lekarzy, fryzjerów itd. Dodatkowo możemy poznawać nowych ludzi, jest to tak zwany shake. W momencie, gdy chcesz poznać się z kimś WeChat łączy Cię z osobą, która akurat chce teraz zrobić to samo. Co więcej możemy obserwować przyjaciół w otoczeniu, tak zwany “friend rodar” i wiele wiele innych. Innymi słowy, posiadasz komórkę, na której jest jedna aplikacja i masz dostęp do “wszystkiego”. To oczywiście jest bardzo wygodne, ale drugiej strony aż strach się bać na myśl o tym, że ktoś zbiera informacje o codziennych decyzjach, o tym co było oglądane, kupowane, kto z kim się spotkał itd.   Na podstawie tej informacji, można odpowiedzieć na wiele pytań o Tobie, np.: O czym rozmawiasz? Z kim rozmawiasz? Co czytasz i z jakim zaangażowaniem? Gdzie chodzisz, z jaką częstotliwością itd? Po co tam chodzisz? Z kim tam chodzisz? Gdzie wydajesz pieniądze online? Gdzie wydajesz pieniądze offline? itd. W Chinach już jakiś czas temu, zaczęli mówić o scoring obywateli (ang. social credit system). W skrócie oznacza to, że każdy obywatel, prawdopodobnie do 2020 roku, będzie miał score lub ranking, który będzie uwzględniał różne charakterystyki, takie jak: stan zamożności i długi zachowanie preferencje osobiste relacje międzyludzkie i inne. Na podstawie tego rankingu, będzie można podejmować różnego rodzaju decyzje. Na przykład, czy udzielić następnego kredytu, albo czy wypuścić osobę za granicę i mniej oczywiste, czy wpuścić tę osobę do jakiegoś miejsca, np. restauracji czy fitness klubu. Oczywiście, tak jak we wszystkim, są dobre i złe strony. Czasem bardzo przydatne jest mieć taki scoring. Na przykład, gdy ostatnio byłem w Urzędzie Skarbowym, musiałem udowadniać, że mieszkam tam gdzie mieszkam i mam biuro tam gdzie je mam. Ponieważ są przypadki, kiedy ludzie oszukują i jak na razie jest ich nadal sporo. Natomiast i tak wiem, że moje sumienie jest znacznie bardziej restrykcyjne niż prawo. Innymi słowy, zawsze są tak zwane dziury w prawie, które pozwalają na bezkarne oszukiwanie ludzi, firm czy nawet państw. Natomiast trudno jest robić takie przekręty kiedy na pierwszym miejscu znajduje się własne sumienie. Osobiście uważam i pewnie to zabrzmi dość paradoksalne, ale jednak, tylko nieświadome społeczeństwo potrzebuje praw i przepisów. Każdy świadomy człowiek, który bierze na siebie odpowiedzialność, jest znacznie bardziej uczciwy niż taki, który tylko zachowuje się zgodnie z przepisami (w końcu przepisy zmieniają się cały czas). Mimo tego, że moje sumienie przepuszcza lub blokuje wszystkie moje decyzje, to jednak powiem szczerze, że czuję się bardzo dziwnie, kiedy muszę udowadniać komuś, że jestem uczciwą osobą… W tym przypadku, dla mnie będzie łatwiej, jeśli w takim urzędzie będą mieli ranking moich zachowań i od razu będzie widać jak działam. Dobra, próbowałem znaleźć chociaż jedną pozytywną stronę tego rankingu. A co z tą negatywną? Rozważ, czy będąc pod 100% kontrolą możemy mówić o jakiejkolwiek wolności? Chociaż z tą wolnością teraz sporo przesadzam, czy tak naprawdę mamy wolność chociażby teraz (np. mieszkając w Europie, a tym bardziej w Stanach)? Zostawiam Cię z tym pytaniem. Miałem możliwość uczestnictwa w konferencji gdzie jeden z dyrektorów Alibaby, Xian-Sheng Hua opowiadał o różnych zastosowaniach uczenia maszynowego w życiu realnym (w Chinach). W większości przypadków chodziło o analizę obrazów, robiło to … Czytaj dalej Sztuczna inteligencja w Chinach